Artykuły

Statistics
  • 80 Articles
pogba1Na portalu weszlo.com pojawił się artykuł dotyczący gwiazdy Juventusu, Paula Pogby. Można w nim...
pogba1Na portalu weszlo.com pojawił się artykuł dotyczący gwiazdy Juventusu, Paula Pogby. Można w nim znaleźć krótkie podsumowanie dotychczasowej kariery Francuza, razem z ciekawymi cytatami piłkarzy, którzy mieli okazję razem z nim trenować.

Pogba jest w nim także porównywany do legendy Bianconerich, Zinedine'a Zidane'a: "Ciekawe czy Ferguson spodziewał się, że uciekający z Manchesteru Pogba tak szybko stanie się gwiazdą, a w wieku 22 lat będzie typowany na przyszłego zwycięzcę Złotej Piłki i zawodnika, który może przyćmić swoją grą francuską legendę, Zinedine’a Zidane’a. Pewnie dla wielu osób stawianie talentu Paula ponad Zizou będzie dość kontrowersyjne, ale spójrzmy na to z lekkim dystansem, bez emocji. Mając 21 lat Pogba był już podstawowym piłkarzem i liderem reprezentacji Francji na Mistrzostwach Świata, miał na koncie dwa mistrzostwa Włoch i mówił o nim cały świat. Tymczasem Zidane w tym wieku nadal nie doczekał się jeszcze debiutu w Les Blues i dopiero wyrabiał sobie nazwisko rozgrywając swój pierwszy sezon w barwach Bordeaux, a prawdziwą gwiazdą został dopiero kilka lat później, gdy grał w Juventusie. Czemu więc Pogba nie miałby stać się za kilka lat jeszcze lepszym piłkarzem?"

Cały artykuł można przeczytać pod tym linkiem: Paul Pogba - Czarne Złoto
  1.   24 luty 2015
  2.   Artykuly
conte5Na portalu weszlo.com pojawił się dzisiaj artykuł dotyczący byłego trenera Juventusu, Antonio...
conte5Na portalu weszlo.com pojawił się dzisiaj artykuł dotyczący byłego trenera Juventusu, Antonio Conte. Podsumowane są w nim słowne pyskówki i przepychanki obecnego selekcjonera reprezentacji Włoch. Trzeba przyznać, że włoski trener ma dość cięty język: Zdarzało mu się już także krytykować konkretnych zawodników. O Fabrizio Miccolim powiedział, że jest „piłkarzem o małych umiejętnościach, zawodnikiem niewielkiego kalibru”. Oberwało się również Materazziemu, gdy ten zażartował sobie na temat przeszczepu włosów, któremu poddał się Conte: „Włosy można przeszczepiać, jednak niestety nie można tego samego zrobić z mózgiem – a to przydałoby się Materazziemu”.

Cały artykuł, w którym poruszona jest także kwestia możliwego opuszczenia kadry przez Conte można przeczytać pod tym linkiem: Antonio Conte - świetny trener z paskudnym charakterem.
  1.   12 grudzień 2014
  2.   Artykuly

10 meczów, komplet zwycięstw, bilans bramek 19:1. Tak wyglądają łączne osiągnięcia Juventusu i...

10 meczów, komplet zwycięstw, bilans bramek 19:1. Tak wyglądają łączne osiągnięcia Juventusu i Romy po 5 kolejkach obecnego sezonu Serie A. Obie drużyny są przynajmniej dwa kroki przed resztą ligi i wszystko wskazuje na to, że właśnie między nimi rozegra się walka o tegoroczne Scudetto. Dzisiaj rozstrzygnie się, która z tych drużyn jako pierwsza zgubi punkty. Kto wie, może nawet obie? Oto mecz na który czeka wielu sympatyków Calcio, pełna nadziei Roma przyjeżdża do Turyńskiej twierdzy. Czy Łukasz Skorupski zdoła powstrzymać Teveza i spółkę?

Juve-Roma

Gdy w lipcu pojawiła się informacja, że Antonio Conte porzuca Juventus, kibice Starej Damy poczuli się jakby dostali potężny cios, prosto między oczy. Niedługo potem czekał ich kolejny, który wielu posłał na deski - na miejsce uwielbianego Conte zatrudniono Massimiliano Allegriego. Trenera, który dla wielu stał się symbolem nieudacznika.

Teraz kibice Juventusu śpią już spokojniej. Wszechobecna dwa miesiące temu panika uleciała, najczarniejsze scenariusze trafiły do kosza, przynajmniej na razie. Okazało się, że Bianconeri nie skończyli się na Conte, wręcz przeciwnie - radzą sobie świetnie, do tego stopnia, że niektórzy zaczynają powoli wysnuwać tezy, iż zamiana Conte wyszła drużynie z Turynu na dobre. I choć brzmi to cholernie kontrowersyjnie biorąc pod uwagę osiągnięcia włoskiego trenera (m.in. trzykrotne mistrzostwo Włoch z rzędu, rekordowe 102 punkty zdobyte w jednym sezonie Serie A), to być może jest w tym ziarno prawdy.

Początek obecnej kampanii w wykonaniu nowego-starego Juventusu może imponować. Komplet zwycięstw, 10 strzelonych bramek i ani jednej straconej. Wynik świetny, choć… nie unikalny. Podobna seria na rozpoczęcie ligi zdarzyła się już wcześniej, w sezonie 1998/1999. Wówczas to Parma zaczęła od pięciu zwycięstw z rzędu bez utraty bramki. Kto stał wówczas na bramce Gialloblu? Dobrze znany kibicom w Turynie Gianluigi Buffon.

Podczas gdy w Turynie okres przygotowawczy stał pod znakiem zmian i zamieszania, w Rzymie delektowali się błogim, niemalże niezakłóconym spokojem. Drużyna, po raz pierwszy od czasów Claudio Ranieriego, rozpoczynała przygotowania do kolejnego sezonu bez zmian na stanowisku pierwszego trenera. Nic w tym dziwnego biorąc pod uwagę jak wspaniałą pracę wykonał w sezonie 2013/14 Rudi Garcia. Francuski trener zdołał udowodnić, że jego wyniki z Lille nie miały w sobie nawet grama przypadku. Przejmował zespół rozbity, pogrążony w niepewności po nieudanych przygodach z Luisem Enrique i Zdenkiem Zemanem, do tego osłabiony odejściem Marquinhosa, Osvaldo i Lameli. Choć nikt będący przy zdrowych zmysłach nie spodziewał się po nim cudów już w pierwszym sezonie, Garcia zdołał posklejać wszystkie elementy i stworzyć z nich drużynę, z którą muszą liczyć się wszyscy we Włoszech, a jak pokazał mecz z Manchesterem City - nawet w Europie.

O tym jak szybko i skutecznie francuski trener wpłynął na Romę najlepiej świadczy sam początek rozgrywek sezonu 2013/14. Giallorossi zaliczyli dziesięć zwycięstw z rzędu, dwadzieścia cztery strzelone gole i zaledwie jedna stracona bramka - rekordowy, najlepszy wynik w historii Serie A. W trakcie tej serii Rzymianie pokonali nie było kogo - na ich rozkładzie znalazły się między innymi Napoli, Inter Mediolan, Udinese i Lazio. Chapeau bas, panie Garcia. Choć Roma nie zdołała wygrać ówczesnego sezonu i musiała uznać wyższość Bianconerich, to i tak pozostawiła po sobie świetne wrażenie. Grała ofensywnie, przyjemnie dla oka, a jednocześnie nie odstawała pod względem taktycznym w defensywie, co jest dużym osiągnięciem dla trenera, który dopiero zaczynał przygodę z włoską piłkę. Czego zabrakło do mistrzostwa? Przede wszystkim normalnego rywala. Juventus zaliczył sezon bliski perfekcji, zdobył aż 102 punkty. Jednak wyraźnie widać było także, że Roma opadła z sił na finiszu rozgrywek, co było efektem dość wąskiej kadry. Nie dziwi więc, że właśnie przemyślane poszerzenie kadry było głównym celem dyrektora sportowego Romy, Waltera Sabatiniego, na letnie mercato. I tak jak Garcia, także i Sabatini poradził sobie wybornie.

* * *

Okno transferowe w wykonaniu Romy wyglądało praktycznie idealnie. W przemyślany sposób, mimo ograniczonych środków, zdołali poszerzyć kadrę. Defensywę wzmocnili Ashley Cole, Konstantinos Manolas, Davide Astori, Mapou Yanga-Mbiwa, Urby Emanuelson i Jose Holebas. Do grona pomocników dołączyli Seydou Keita i Salih Ucan, jednak teoretycznie najbardziej obiecującym wzmocnieniem jest ściągnięty za ponad 20 milionów euro młody Juan Iturbe, który był jednym z największych odkryć poprzedniego sezonu w Serie A. Na minus z pewnością trzeba zaliczyć sprzedaż Benatii, choć sprowadzeni w jego miejsce obrońcy póki co sprawiają, że kibice Wilków nie rozpamiętują jego utraty.

Można by pomyśleć, że Roma niepotrzebnie postawiła na ilość, zamiast na jakość. Jednak taka liczba transferów była konieczna, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że w tym sezonie Rzymianie wrócili do rozgrywek Ligi Mistrzów. Rudi Garcia dysponuje w końcu szerokim, wyrównanym składem i nie musi obawiać się, że kontuzja jednego lub dwóch zawodników znacząco obniży jakość wyjściowej jedenastki.

Najmocniej, moim zdaniem, prezentuje się środek pomocy Wilków. Grę rzymskiej drużyny kreuje niesamowicie utalentowany Miralem Pjanić, za którego plecami o zabezpieczanie defensywy dbają De Rossi lub Keita. Jednak najwięcej pochwał za swoją grę zbiera Radja Nainggolan. Były zawodnik Cagliari jest w wybornej formie - pracuje na całej szerokości i długości podania, imponuje zarówno w pressingu i odbiorze piłki, jak i w grze ofensywnej. Przekonał się o tym chociażby Manchester City, gdyż to właśnie po prostopadłej piłce zagranej przez Belga swoją bramkę zdobył Francesco Totti. Nainggolan daje Giallorossim tak wiele, że z pewnością nadrabia lukę, która powstała gdy długiej kontuzji nabawił się Kevin Strootman, jeden z kluczowych graczy Romy. Doskonale prezentuje się także lawirujący między pomocą i atakiem młody Florenzi, którego dyspozycja nie umknęła selekcjonerowi reprezentacji Włoch, Antonio Conte.

Formacja ofensywna Wilków także sprawuje się nad wyraz dobrze. Ciężko przyczepić się do gry Tottiego, Destro, czy Gervinho, choć ten ostatnio powinien mocno popracować nad wykańczaniem akcji. Także Ljajić i Iturbe pokazują, że nie trafili do Rzymu przez przypadek. Na temat defensywy nie ma co się specjalnie rozpisywać - to, że stracili do tej pory zaledwie jedną bramkę powinno być wystarczającą rekomendacją.

Sam Totti przeżywa już trzecią, czy może nawet czwartą młodość. Czaruje zarówno w Serie A, jak i Lidze Mistrzów, zupełnie nie widać po nim upływających lat. Dino Zoff pokusił się nawet o stwierdzenie, że rzymski Il Capitano jest najbardziej kompletną ‘dychą’ we włoskim futbolu. „Porównywanie go z takimi piłkarzami jak Baggio, Del Piero i Platini jest w pełni uzasadnione. Baggio, Del Piero i Totti to najlepsi włoscy piłkarze ostatnich 25 lat. Roberto wyróżniał się łatwością w dryblowaniu obrońców rywali, a Del Piero talentem do strzelania bramek. Totti łączy w sobie ich zalety, jest najbardziej kompletną ‘10’ w historii Włoch. Czy można go porównywać do Platiniego? Totti jest tak dobry, że można go porównywać z każdym”.

Podczas gdy w Rzymie dochodziło do małej rewolucji kadrowej, w Turynie panował spokój. Bianconeri wzmocnili lewą flankę sprowadzając Patrice’a Evrę i to tak naprawdę jedyny nowy zawodnik, który może powalczyć o pierwszy skład Juventusu. Resztę transferów można traktować raczej w kategorii poszerzania składu - do drużyny z Piemontu trafili jeszcze Romulo, Roberto Pereyra, Kingsley Coman i Alvaro Morata. Transfer Hiszpana z Realu Madryt wywołał u wielu kibiców zdziwienia, a u niektórych nawet złość. Warunki na jakich go sprowadzono (20 milionów euro + klauzula wykupu dla Realu) ciężko nazwać korzystnymi, a sam napastnik także pozostaje niewiadomą. Na chwilę obecną wiele wskazuje na to, że najlepszym ruchem było sprowadzenie Pereyry, który nie tylko swoim wyglądem przypomina Arturo Vidala, lecz także tym jak prezentuje się na boisku. Argentyńczyk zaliczył świetne wejście do drużyny i zaskarbił już sobie sympatię i uznanie sympatyków Zebr.

Jednak choć to Roma prężniej radziła sobie podczas tego lata, to przesadą byłoby twierdzenie, że dysponuje już silniejszym składem. Trzeba pamiętać o tym, że Rzymianie nadal musieli nadrabiać stratę jaką mieli pod tym względem do Juventusu, choć trzeba przyznać, że strata ta została znacząco zniwelowana, a być może nawet już zniknęła. Drużynie z Turynu z pewnością natomiast zabrakło transferu zawodnika, który z miejsca podniósłby jakość wyjściowej jedenastki. Takim zawodnikiem miał być Juan Iturbe, jednak ostatecznie Juventus nie dogadał się co do kwoty transferowej z Hellasem Werona, a młody Argentyńczyk trafił do dzisiejszego rywala.

Na boisku nie widać jednak ani zmiany trenera, ani transferowych niepowodzeń. Bianconeri pewnie kroczą od zwycięstwa do zwycięstwa, nie pozwalając swoim rywalom nawet na strzelenie bramki. Spora w tym zasługa nie tylko obrońców, lecz również Gianluigiego Buffona, który zdążył już popisać się kilkoma kluczowymi interwencjami, a nawet obronił dwa rzuty karne podyktowane przeciwko drużynie z Turynu.

I choć Juventus nadal może cieszyć się w tym sezonie Serie A czystym kontem, to podobnie jak w przypadku Romy, najbardziej imponuje gra środkowych pomocników. Claudio Marchiso doskonale wywiązuje się ze swojej nowej roli. Ze względu na kontuzję Andrei Pirlo wychowanek Juventusu został przesunięty z pozycji box-to-boxa na registę, jednak nie odbiło się to na jakości jego gry. Przed nim występuje sztandarowy duet Bianconerich, Paul Pogba i Arturo Vidal. Zawodnicy wybitni, równie pożyteczni w fazie ofensywnej, co defensywnej, choć warto zauważyć, że Chilijczyk nie wrócił jeszcze do swojej najwyższej formy.

Także podstawowy napastnik Bianconerich, Fernando Llorente, nie prezentuje się najlepiej. O ile nadal radzi sobie z przestawianiem obrońców rywali i stwarzaniem przestrzeni dla wchodzących z pomocy Vidala i Pogby, o tyle razi jego brak skuteczność i trudność jaką sprawia mu stwarzanie zagrożenia dla bramki rywali. Nie jest to jednak bardzo widoczne, gdyż w wybornej dyspozycji znajduje się Carlos Tevez. Argentyńczyk imponował już w swoim pierwszym sezonie rozgrywanym w barwach Juventusu, jednak to co pokazuje na boisku w obecnych rozgrywkach zasługuje na oklaski. Tevez zdecydowanie przyćmiewa swoich kolegów z ataku. Wynika to w sporej mierze z nowej roli, jaką przydzielił mu Allegri: „Conte kazał mi grać bliżej bramki przeciwnika. Z Allegrim mam większa swobodę w grze za plecami Llorente. Lubię zmieniać pozycję na boisku. Podobnie grałem w Manchesterze City”. Efekty są widoczne gołym okiem - Carlitos jest wszędzie. Udziela się w pressingu, zbiega na skrzydła, wyprowadza piłkę z pomocy, wykańcza podania w polu karnym.

* * *

Starcie Juventusu z Romą ma wszystko, by stać się w najbliższych latach klasykiem. Obie drużyny dominują nad resztą ligi i najprawdopodobniej stoczą wspaniały bój o ostateczny triumf w Serie A. Wiele wskazuje na to, że ich przewaga nad resztą ligi może potrwać jeszcze kilka sezonów, choć z pewnością Inter i Napoli zrobią wszystko, by do tego nie doszło. Zarówno w Rzymie, jak i w Turynie stworzono świetne zespoły z szeroką kadrą i, przede wszystkim, zawodnikami potrafiącymi grać w sposób spektakularny, zdolnymi na własną rękę wygrywać ciężkie spotkania.

Ciężko przewidywać jak może potoczyć się dzisiejszy mecz. Z pewnością wielkim atutem w rękach, czy raczej nogach Bianconerich będzie gra na swoim stadionie. Odkąd Zebry przeniosły się na Juventus Stadium, stworzyły z niego twierdzę, która jest praktycznie nie do zdobycia - w poprzednim sezonie Turyńczycy zdobyli na nim komplet punktów, a od samego początku przegrali na nim zaledwie trzykrotnie. Po raz ostatni grając w lidze na własnym boisku musieli uznać wyższość rywala 6 stycznia 2013 roku. Co więcej, na obecną chwilę Roma nie zdołała jeszcze ugrać na nim nawet jednego punktu, trzy razy boleśnie musiała uznać wyższość gospodarzy. To pokazuje jak ciężkie wyzwanie stoi dzisiaj przed trenerem i zawodnikami Giallorossich, a także jak wielkie znaczenie, także psychologiczne, miałaby ich ewentualna wygrana.

Oba zespoły przystąpią do tego spotkania prawie w najsilniejszych składach. W drużynie z Turynu zabraknie Andrei Barzagliego, lecz po dłuższej przerwie wraca Andrea Pirlo, choć raczej nie spodziewałbym się, że włoski maestro rozpocznie dzisiejszy mecz w podstawowym składzie. Roma nadal nie może skorzystać z usług Kevina Strootmana i Leandro Castana, lecz więcej uwagi poświęca się obsadzie bramki Rzymian. Morgan De Sanctis nie zdołał jeszcze w pełni wyleczyć swojego urazu, więc po raz kolejny powinniśmy zobaczyć w barwach Giallorossich Łukasza Skorupskiego. Trzeba przyznać, że polski bramkarza ma szczęście do gry w meczach z mocnymi rywalami - w zeszłym sezonie debiutował także w meczu przeciwko Juventusowi, a w tym tygodniu miał okazję zmierzyć się w Lidze Mistrzów z Manchesterem City.

Przewidywane składy:

Juventus (3-5-2): Buffon - Caceres, Bonucci, Chiellini - Lichtsteiner, Vidal, Marchisio, Pogba, Asamoah - Tevez, Llorente

Roma (4-3-3): Skorupski - Maicon, Manolas, Yanga-Mbiwa, Cole - Nainggolan, Keita, Pjanić - Iturbe, Totti, Gervinho

* * *

Udało mi się skontaktować z przedstawicielami portali asroma.pl i solojuve.com, z którymi przeprowadziłem małe wywiady na temat dzisiejszego hitu. Ze strony Rzymian wypowiedział się Artur Sieruga, administrator fanpage’a asroma.pl, a punkt widzenia kibiców Juventusu przybliżył redaktor solojuve.com, Łukasz Kędzierski.

Jakie nastroje panują wśród kibiców Romy przed meczem z Juve? Czego oczekują od drużyny kibice w tym meczu i całym sezonie?

Artur Sieruga: Nastroje są optymistyczne, w końcu Giallorossi mają obecnie komplet punktów w Serie A. Obawiać się można Juventus Stadium, gdzie Roma przegrała wszystkie mecze - zawsze przynajmniej trzema golami. Walczymy o mistrzostwo z Juventusem i o niezły występ w Lidze Mistrzów, bez specjalnych oczekiwań.

Roma mogła poczuć smak mistrzostwa już w tamtym roku - rozegrała fantastyczny sezon i jedynym problemem było to, że Juve zaliczyło prawie doskonałe rozgrywki. Biorąc pod uwagę jak prezentowali się Rzymianie za Enrique i Zemana - sezon i tak mogliście chyba uważać za udany?

Niestety nawet zdobyte 85 punktów nie dało Romie mistrzostwa... Tamten sezon i tak był dla nas, kibiców, niesamowity. Autorem tego sukcesu są bez żadnych wątpliwości Rudi Garcia i Walter Sabatini, którego osobiście uważam za jednego z najlepszych dyrektorów sportowych na świecie. Wracając do poprzednich trenerów, Enrique nie udało się wpoić "Tiki Taki", obecny trener Barcelony był za grzeczny, nie potrafił porządnie krzyknąć na piłkarzy. Trochę inaczej było ze Zdenkiem Zemanem, co do Czecha na początku były większe nadzieje, lecz z czasem okazało się, że z takim ofensywnym nastawieniem nie da się zaistnieć w Serie A. Szybko zeszliśmy na ziemię - przegrywając sromotnie właśnie z Juve.

W czym Twoim zdaniem leży największa siła Garcii - podejście do graczy, przygotowanie taktyczne, znajdowanie odpowiednich graczy do taktyki, czy może w czymś innym?

Zdecydowanie podejściem do zawodników. Odkąd Francuz objął zespół, Roma jest jak rodzina, gdzie panuje harmonia i uśmiech. Rudi ma także swoich ulubieńców, których potrafi wkomponować w zespół - przykład Gervinho, który nie mógł się dogadać z Wengerem co do roli na boisku. Garcia ma ten zmysł i dokładnie wie z jakimi zawodnikami chce współpracować.

Muszę przyznać, że także personalnie Garcia zbudował bardzo ciekawą drużynę. Środek pomocy może imponować, zwłaszcza biorąc pod uwagę obecną formę Nainggolana.

Osobiście Belg jest moim ulubieńcem! Jest niesamowicie waleczny, silny, posiada doskonały strzał z dystansu i przegląd pola. Ostatnio zaliczył piękną asystę na Etihad. Ciekawe, co zrobi Rudi Garcia kiedy do gry wróci Strootman.

Wiele wskazuje na to, że w bramce Romy wystąpi po raz kolejny Łukasz Skorupski. Polak zdążył już w pełni przekonać do siebie kibiców?

Napiszę szczerze, że nie wszyscy kibice są przekonani do Łukasza. Zdania są podzielone. Sądzę że jutro może przekonać sceptycznych fanów i pokazać na boisku że jest przyszłością Romy! Od zarządu wypływają informacje o tym, że Łukasz faktycznie jest szykowany na przyszłego pierwszego bramkarza Romy. Niestety zależy to przede wszystkim od tego, ile jeszcze będzie grał De Sanctis.

Trochę inną sytuację ma młody Florenzi, który już zadomowił się w pierwszej drużynie Romy.

Alessandro to zawodnik, który może nie ma jednego wybitnego atrybutu, lecz wszystkie na wysokim poziomie. Potrafi jednym strzałem, czy rajdem odwrócić losy meczu, tak jak to zrobił ostatnio z Hellasem Werona. Kibice go wielbią i wierzę, że w przyszłości to właśnie on będzie kapitanem Romy.

Skoro jesteśmy przy kapitanach - kolejny świetny sezon rozgrywa Totti, absolutna legenda klubu. Jak wielki jest Twoim zdaniem jego wpływ na drużynę?

Francesco to żywa legenda, jego boiskowa inteligencja jest niesamowita i to właśnie dzięki niej jeszcze gra. Czy jest przydatny? Na to pytanie udziela odpowiedzi na boisku, gdzie strzela, asystuje i bije rekordy mimo 38 lat na karku. Garcia musi delikatnie rozporządzać jego siłami, ale po to w składzie mamy Destro by zmieniał zmęczonego kapitana.

Destro nie jest trochę zirytowany tym, że nie zawsze gra w podstawowym składzie? Drugą część tamtego sezonu miał wyborną.

Mattia wie, że z Tottim nie wygra i gdyby źle wypowiedział się o kapitanie lub trenerze, to w Rzymie miałby przechlapane. Cytując kibiców, „No Totti, no party”.

A biorąc pod uwagę nosa do transferów jaki ma Sabatini, raczej nie byłoby problemów ze znalezieniem kogoś na jego miejsce. Jak na tak ograniczony budżet jakim dysponuje, facet dokonuje prawdziwych cudów.

Dokładnie, chociaż wiadomo że Totti będzie grał coraz mniej i Mattia na pewno widzi swoją przyszłość w Romie. Widziałeś jego gola przeciwko Hellas? Sabatini na pewno będzie chciał go zatrzymać. Jak wspominałem wcześniej, nasz dyrektor sportowy jest po prostu wielki! Rok temu sprzedał Marquinhosa, Lamelę, oraz Osvaldo, a przed tym sezonem Benatię za olbrzymie pieniądze. Sprowadził za dużo mniejsze kwoty świetnych graczy. Do tego za darmo przyszli Cole i Keita, szczególnie ten drugi zdążył już niesamowicie wkomponować się w zespół. Przyszedł jeszcze Iturbe, którego osobiście uważam za wyjątkowy talent i czuję, że to właśnie on jutro strzeli gola w Turynie.

Skoro jesteśmy przy transferach i jutrzejszym meczu - gdybyś mógł ściągnąć do Romy jednego zawodnika Juve, to kto by to był?

Nigdy bym nie chciał transferu z Juventusu! Gdyby patrzeć typowo piłkarsko, to nie pogardziłbym Tevezem i to Argentyńczyka obawiam się najbardziej w dzisiejszym meczu.

Jakieś przeczucia przed pierwszym gwizdkiem? Stać Romę na powalczenie o trzy punkty, czy nawet remis zostanie uznany za spory sukces?

Wierzę, że Roma i Juve to już ten sam poziom, obym się jutro nie rozczarował... Rzymianie nie mają nic do stracenia i powinni grać o pełną pulę, chociaż remis oczywiście nie będzie złym rezultatem. Mistrzostwo Włoch zdobywa się wygrywając przede wszystkim ze słabszymi zespołami, a nie w bezpośrednich pojedynkach faworytów, więc po jutrzejszym spotkaniu sprawa Scudetto będzie dalej otwarta.

To już na sam koniec - jaki padnie wynik?

2:1 dla Romy, strzelcami: Totti i Iturbe! Forza Roma!

* * *

Ciężko chyba wyobrazić sobie lepszy start sezonu, niż ten który zaliczył Juventus?

Łukasz Kędzierski: Faktycznie, póki co Juve prezentuje się doskonale. Komplet punktów, zero straconych bramek, pełna dominacja nad rywalami. Wygląda na to, że gracze z Turynu są w stanie powtórzyć osiągnięcia z poprzedniego, rekordowego, sezonu.

Okazuje się, że niepotrzebnie kibice obawiali się odejścia Conte i zatrudnienia Allegriego.

Przede wszystkim trzeba pamiętać, że to nadal jest drużyna stworzona przez Antonio Conte, który razem z dyrektorem sportowym Beppe Marottą dokonał prawdziwego cudu. Przejął drużynę, która dwukrotnie zajęła żenujące siódme miejsce w tabeli i stworzył z niej prawdziwych mistrzów. Allegri póki co ciągle bazuje na tym, co wcześniej wypracował obecny selekcjoner Włoch - system gry nie uległ znaczącej zmianie. Choć rzeczywiście, wygląda na to, że Allegri nie był złym wyborem. Drużyna nadal wygrywa, do tego gra odrobinę szybciej i przyjemniej dla oka.

Jak oceniasz szanse Bianconerich na czwarte Scudetto z rzędu?

Cztery mistrzostwa w cztery lata to byłoby coś wyjątkowego. Na pewno Juventus jest mocniejszy niż w tamtym roku - z drużyny nie odszedł nikt ważny, a do tego pojawiło się kilku ciekawych graczy, zwłaszcza Pereyra pokazuje, że może dać tej drużynie wiele dobrego. Z drugiej strony spory krok do przodu poczyniła Roma, która była niebezpieczna już w tamtym roku. Wygranie ligi po raz czwarty z rzędu, przy tak wymagającym rywalu miałoby wyjątkowy smak.

Kto Twoim zdaniem stanowi o sile tego zespołu?

Moim zdaniem wyniki osiągane przez Juventus to efekt ciężkiej pracy całego zespołu, jednak na pewno wypada wyróżnić środkowych pomocników - to głównie dzięki nim Bianconerich potrafią dominować nad rywalami w trakcie meczów. Arturo Vidal to prawdziwy żołnierz, ewidentny lider tej drużyny. Nie można także zapominać o Carlosie Tevezie, który zarówno rok temu, jak i w obecnym sezonie pokazuje, że jest wybitnym, wszechstronnym napastnikiem.

Póki co mózg Juventusu, Andrea Pirlo, nie zagrał jeszcze w tym sezonie ani jednego spotkania. Nie brakuje go na boisku?

Uwielbiam Andreę. Jego prostopadłe podanie do Grosso w półfinale Mistrzostw Świata z Niemcami oglądam od czasu do czasu nawet teraz, po ośmiu latach - majstersztyk, i to w tak ważnym momencie! Mimo wszystko, po Pirlo widać, że nie jest już młodzieniaszkiem - coraz częściej gra na stojąco, nie angażuje się w defensywę, przez co pozostali gracze mają więcej roboty. Zastępuje go Marchisio i robi to w taki sposób, że brak Andrei nie jest przesadnie dotkliwy. Co nie znaczy, że nie czekam na jego powrót - nikt nie potrafi tak wykonywać rzutów wolnych, jak Pirlo.

Jak oceniasz transfery przeprowadzone w trakcie lata przez Marottę?

Cenię naszego dyrektora sportowego, zrobił dla Juve wiele dobrego. Jednak ostatnie okno transferowe to raczej nie jest wielki powód do dumy. Zabrakło zawodnika, który z miejsca podniósłby poziom drużyny, prawdziwej gwiazdy. Jak zwykle w prasie pojawiały się wielkie nazwiska, a w końcu trafili do nas gracze nieźli, lecz nie z najwyższego poziomu. Z drugiej strony Marotta ma nosa, w ten sposób sprowadził do nas przecież chociażby Vidala i Pogbę, więc być może także z Pereyrą, czy Comanem udało mu się trafić w dziesiątkę. Zobaczymy.

Wasz skład może imponować, ale na pewno ma potencjał do rozwoju. Kogo z Romy chciałbyś widzieć w Turynie?

Ciężko powiedzieć, ponieważ największe wrażenie w drużynie z Rzymu robią na mnie środkowi pomocnicy, a jak już wspomniałem pod tym względem w Turynie nie ma najmniejszych problemów. Postawię na Gervinho - przydałby się w Juventusie taki wariat robiący dużo wiatru na boku ataku. Nawet jeśli skuteczność nie jest jego mocną stroną, to brakuje nam czasem kogoś, kto potrafiłby z łatwością rozerwać obronę mocno broniącego się rywala.

Jakieś przeczucia co do dzisiejszego meczu?

Gramy u siebie, więc z pewnością powinniśmy za cel postawić sobie kolejne zwycięstwo. Na pewno nie będzie łatwo, Roma to świetny zespół, ale Juventus przyzwyczaił już nas, że jest w stanie rywalizować z każdym. Będzie ciężko, ale wierzę, że trzy punkty zostaną w Turynie.

Jaki wynik obstawiasz?

W poprzednich sezonach na naszym stadionie dość wysoko pokonywaliśmy Romę. Dzisiaj wystarczy mi skromne 1:0, po bramce Teveza.

* * *

Michał Borkowski









  1.   05 październik 2014
  2.   Felietony
allegri1Gdy w lipcu pojawiła się informacja, że Antonio Conte porzuca Juventus, kibice Starej Damy...
allegri1Gdy w lipcu pojawiła się informacja, że Antonio Conte porzuca Juventus, kibice Starej Damy poczuli się jakby dostali potężny cios, prosto między oczy. Niedługo potem czekał ich kolejny, który wielu posłał na deski - na miejsce uwielbianego Conte zatrudniono Massimiliano Allegriego. Trenera, który we Włoszech stał się wcześniej dla niektórych symbolem nieudacznika.

Teraz kibice Juventusu śpią już spokojniej. Wszechobecna dwa miesiące temu panika uleciała, najczarniejsze scenariusze trafiły do kosza, przynajmniej na razie. Okazało się, że Bianconeri nie skończyli się na Conte, wręcz przeciwnie - radzą sobie świetnie, do tego stopnia, że niektórzy zaczynają powoli wysnuwać tezy, iż zamiana Conte wyszła drużynie z Turynu na dobre. I choć brzmi to cholernie kontrowersyjnie biorąc pod uwagę osiągnięcia włoskiego trenera (m.in. trzykrotne mistrzostwo Włoch z rzędu, rekordowe 102 punkty zdobyte w jednym sezonie Serie A), to być może jest w tym ziarno prawdy.

Póki co drużyna prowadzona przez Allegriego wypełnia swoje zadania wzorowo - Bianconeri zwyciężyli we wszystkich pięciu meczach Serie A, strzelili 10 bramek i nie stracili żadnej. Także w Lidze Mistrzów zdołali zanotować już zwycięstwo nad Malmo - 2:0. Defensywa Zebr, pozbawiona kluczowego przecież Andrei Barzagliego, radzi sobie tak dobrze jak nigdy. Na tę chwilę jest ostatnią obroną spośród pięciu czołowych lig Europy, która nadal zachowała w tym sezonie czyste konto. Stanowi imponujący, trzyosobowy mur, który ciężko wyprowadzić w pole, a nawet jeśli komuś się to uda, to i tak jest to dopiero połowa wyzwania. Drugą połowę stanowi Gianluigi Buffon, który zdecydowanie nie ma zamiaru kończyć jeszcze kariery. Co ciekawe, po raz ostatni Buffona pokonał nie kto inny, jak grający w barwach Atletico Madryt Diego Godin, jeszcze podczas Mistrzostw Świata.

Doskonale prezentuje się także pomoc Bianconerich. Claudio Marchisio świetnie zastępuje kontuzjowanego Andreę Pirlo, Paul Pogba utrzymuje wysoką formę, do składu wrócił już lider drużyny Arturo Vidal. Nawet wypożyczony z Udinese Roberto Pereyra, po którym kibice Juventusu nie spodziewali się fajerwerków, spisuje się fantastycznie. Ofensywa? Tu póki co odgrywany jest typowy spektakl jednego aktora. Carlos Tevez zdecydowanie przyćmiewa swoich kolegów z ataku. Wynika to w sporej mierze z nowej roli, jaką przydzielił mu Allegri: „Conte kazał mi grać bliżej bramki przeciwnika. Z Allegrim mam większa swobodę w grze za plecami Llorente. Lubię zmieniać pozycję na boisku. Podobnie grałem w Manchesterze City”. Efekty są widoczne gołym okiem - Carlitos jest wszędzie. Udziela się w pressingu, zbiega na skrzydła, wyprowadza piłkę z pomocy, wykańcza podania w polu karnym.

Nic więc dziwnego, że w Turynie panuje doskonała atmosfera, a piłkarze czują się pewni siebie. Jest tylko jeden, mały problem - póki co Juventus czekał tylko jeden naprawdę poważny test, mecz z Milanem na San Siro. Test został zdany, jednak z pewnymi trudami - defensywa Rossonerich sprawiła zespołowi Allegriego duże problemy, choć trzeba wziąć pod uwagę to, że w drugiej połowie Filippo Inzaghi nakazał swoim piłkarzom grę ultra-defensywną. Jednak biorąc pod uwagę formę prezentowaną przez ekipę z Mediolanu, trudno nie odnieść wrażenia, że pierwszy prawdziwy sprawdzian czeka nowy Juventus dopiero dzisiaj, na Estadio Vicente Calderon.

Już samo to, że włoskiej drużynie przyjdzie zmierzyć się z Mistrzem Hiszpanii i finalistą zeszłej edycji rozgrywek mówi wiele o tym, jak trudny będzie ten mecz. Sytuacja wygląda jeszcze gorzej, jeśli weźmie się pod uwagę problemy jakie Bianconeri mieli w europejskich rozgrywkach sezon temu. Mimo, że rozgrywali praktycznie doskonały sezon na boiskach słonecznej Italii, mecze w Lidze Mistrzów i Lidze Europy były dla kibiców Starej Damy powodem do płaczu i zgrzytania zębów. Kompromitujące wpadki z Kopenhagą i Galatasaray doprowadziły do odpadnięcia z LM już w fazie grupowej, a styl prezentowany w LE był po prostu dramatyczny. Niezależnie od tego, czy Juve grało akurat z Trabzonsporem, Fiorentiną, czy Lyonem, na ich grę przykro było patrzeć. Wygrywali, lecz po dużych męczarniach. Półfinałowy dwumecz z Benficą był w wykonaniu podopiecznych Antonio Conte po prostu straszny.

To właśnie, naturalnie obok wygrania ligi, główne wyzwanie Allegriego - poczynić progres w Europie. Nikt zdrowy na umyśle nie spodziewa się oczywiście wygrania Ligi Mistrzów, czy nawet dojścia do finału - na to jest zdecydowanie za wcześnie. Jednak awans z grupy to absolutne minimum, którego oczekuje się wobec nowego trenera. Doskonale wie o tym sam trener Juventusu: „Nie powinniśmy wyznaczać sobie celów, lecz po prostu dać z siebie wszystko. Planem minimum jest awans do kolejnej rundy, a potem zobaczymy na co nas stać”.

Co natomiast sądzi Allegri o nadchodzącym spotkaniu? „Musimy postarać się o pozytywny występ i powrót do domu z dobrym wynikiem”, oznajmił Massimiliano Allegri. „Będzie to trudny mecz, ponieważ Atletico ze sportowej agresji i stałych fragmentów gry uczyniło swoją najgroźniejszą broń. Spodziewam się bardzo technicznego spotkania. Ten zespół odzwierciedla charakter Simeone, czyli niesamowitą siłę mentalną, zjednoczenie i pressing nawet przez 95 minut. Nie zapominajmy, że Simeone doprowadził swój zespół do zwycięstwa w La Liga i finału Ligi Mistrzów, który został przegrany niemal w ostatniej minucie”.

Dzisiejszy mecz z Atletico będzie dla Allegriego kluczowy. Po pierwsze, dobry wynik znacznie ułatwi awans do kolejnej rundy rozgrywek. Po drugie, zmierzy się z trenerem, który w ostatnich sezonach wyrósł na światową gwiazdę i jest przez wielu fachowców stawiany za wzór. Po trzecie, w końcu pokaże na co tak naprawdę stać jego drużynę. Choć kibice Juventusu zdołali już się uspokoić po letnich perturbacjach i są zadowoleni z dotychczasowych wyników w Serie A, to nowy trener nadal jest na cenzurowanym. Nie brakuje ludzi, którzy nadal mu nie ufają, większość nadal wstrzymuje się z oceną jego dotychczasowych dokonań. Jeśli jego zespół dobrze zaprezentuje się w dzisiejszym meczu, to z pewnością włoski trener zyska spore zaufanie u większości kibiców, spragnionych dobrej gry w europejskich pucharach. Natomiast jeśli zawiedzie, to bez wątpienia pojawi się przy jego ocenie spory znak zapytania.

O tym jak trudny mecz czeka dzisiaj Starą Damę w Madrycie doskonale wie także Gigi Buffon: „Chcemy porównać się do Atletico, by zobaczyć na jakim etapie rozwoju jesteśmy. Atletico jeszcze 4-5 lat temu mogło być uznawane za niespodziankę, lecz teraz już nie. Dwa razy sięgnęli po Ligę Europejską, sezon temu zdobyli tytuł mistrzowski i byli w finale Ligi Mistrzów. Zespół zdaje sobie sprawę ze swojej siły i międzynarodowego kalibru. Wszyscy spodziewają się świetnych występów i wyników, co parę lat temu nie miało miejsca.” To Atletico jest dzisiaj faworytem, a nie zespół z Turynu.

Ten tydzień może zdefiniować przyszłość nowego trenera Juventusu. Dziś zmierzy się z Atletico, a już w weekend czeka go starcie z Romą, która jest tak naprawdę jedynym poważnym kontrkandydatem Bianconerich w wyścigu o Scudetto. Kto wie, czy mecz z Rzymianami, choć rozgrywany w Turynie, nie będzie jeszcze trudniejszy. Totti i spółka udowodnili wczoraj, że są zdolną, dojrzałą i świetnie poukładaną drużyną, która jest w stanie rywalizować z każdym.

Jeden tydzień, dwa wielkie sprawdziany. Powodzenia Max, na pewno będziesz go potrzebował.
  1.   01 październik 2014
  2.   Artykuly

Najnowsze areny, choćby nawet nie wiem jak piękne i funkcjonalne, w moich oczach nigdy nie...

Najnowsze areny, choćby nawet nie wiem jak piękne i funkcjonalne, w moich oczach nigdy nie przebiją stadionów z atmosferą. Takich, które przez dziesiątki lat były świadkami niesamowitych widowisk, genialnych bramek, zaskakujących zwrotów akcji. Stadionów, na których wylano hektolitry łez szczęścia, lecz także i łez smutku. Aren, na których ma się wrażenie, że po zgaszeniu świateł nadal słychać okrzyki zawodników. Stadionów, które mają własną duszę.


sansiro

Każdy kibic piłkarski z miejsca wymieni kilka tego typu miejsc. Chociażby Teatr Marzeń w Manchesterze, Estadio Santiago Bernabeu, Camp Nou, Wembley, Anfield, Stadio Olimpico w Rzymie, czy Olympiastadion Berlin. A także włoskie San Siro, na którym rozegrano wczorajszy mecz pomiędzy Milanem a Juventusem. Miałem szczęście oglądać to starcie z trybun. Wrażenia? Niesamowite.

Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic

Już sam widok San Siro, gdy po raz pierwszy wyłania się w oddali, robi wrażenie. Stadion jest gigantyczny, przytłaczający, jednym słowem – moloch. Podświetlony jest, jak na dzisiejsze standardy, zwyczajnie. Nie ma na nim zbędnych diod i lampek, zresztą słusznie – podkreśla to surowe wykonanie i wiek San Siro. Już od pierwszej chwili czuć, że nie jest to zwykły budynek postawiony kilka miesięcy temu. Spiralne schody prowadzące na wyższe trybuny, seria bram, przejść i betonowych klatek schodowych, które ewidentnie najlepsze lata mają już dawno za sobą. Tym bardziej cieszy informacja sprzed kilku dni, że to właśnie na mediolańskim stadionie zostanie rozegrany finał Ligi Mistrzów w sezonie 2015/16, co wiąże się z odnowieniem San Siro – najwyższa pora. Wyjście z przyćmionego, betonowego korytarza wprost na środek trybuny to niezły szok. Nagle z relatywnej ciszy trafiamy w piekielny hałas generowany przez prawie 80 tysięcy osób. Wszędzie dominują kolory Milanu, czerwony i czarny. Oprawa okalająca wszystkie trybuny, a w końcu wrzask przy pierwszym gwizdku sędziego. Aż ciarki przechodzą po plecach.


Miejsce, gdzie rozgrywano finały Pucharu Europy w 1965 roku (Inter 1:0 Benfica) i 1970 roku (Feyenoord 2:1 Celtic), oraz finał Ligi Mistrzów w 2001 roku (Bayern 1:1 Valencia, wygrana drużyny z Monachium po karnych). Stadion, gdzie mecze piłkarskie są rozgrywane od 19 września 1926 roku. Po prostu jedna ze świątyń futbolu.

Sam mecz, choć nie padło wiele bramek, z pewnością nie zawiódł. Piłkarze dawali z siebie wszystko, nikt nie odstawiał nogi. Przesuwanie się formacji, schematy taktyczne – wszystko to było na najwyższym poziomie. Od jakiegoś czasu mówi się o tym, że Serie A jest ligą dla koneserów. Być może jest w tym trochę prawdy – osoby które lubują się w meczach z dziesiątkami sytuacji bramkowych, lub tempem przypominającym wyścigi gepardów rzeczywiście mogą mieć problem z docenieniem włoskiej piłki. Taktycznych szachów, mozolnych prób rozpracowania szczelnej defensywy rywali. Choć liga włoska, jak wszystkie inne, ewoluuje. Pada coraz więcej bramek, a niektóre drużyny stawiają na grę zdecydowanie ofensywną.

Image and video hosting by TinyPic

Choć w meczu padło stereotypowe dla Serie A 1:0, to widzowie nie mieli raczej na co narzekać. Sytuacji było sporo, wystarczy wspomnieć główkę Hondy ledwo wybronioną przez Buffona, czy słupek pod strzale z dystansu Marchisio. Przez 70 minut panowało napięcie i niepewność, obie strony bały się zaryzykować. Trudno nie odnieść wrażenia, że zarówno Inzaghi jak i Allegri przede wszystkim nie chcieli wczoraj przegrać. Gra toczyła się głównie w środku pola, gdzie z biegiem czasu coraz większą przewagę zdobywał Juventus. Marchisio świetnie radził sobie w roli registy, Pereyra zaliczał niezłe wejścia w pole karne i tym występem z pewnością poprawił swoją opinię u kibiców Starej Damy. Pretensje można było mieć jedynie do Pogby, który wielokrotnie ‘znikał’ w trakcie meczu. Jednak to właśnie jego błyskotliwe podanie do Teveza dało turyńczykom zwycięstwo, także nikt chyba nie będzie miał do niego pretensji.

Jeśli chodzi o Milan, z pewnością należy wyróżnić Meneza. Francuz stanowił o całej ofensywie mediolańczyków – poruszał się na całej szerokości ofensywy Rossonerich, zaliczył imponującą liczbę dryblingów i kluczowych podań do przodu. Ponadto udzielał się w defensywie, często rozpoczynając pressing na połowie Juventusu. Na plus swój występ może także zaliczyć Zapata, który bardzo dobrze wypadł w rywalizacji z Llorente – wygrał sporo pojedynków, zdarzało mu się także wyprowadzać kontry drużyny z Mediolanu. De Jong imponował w destrukcji, jednak zdecydowanie zbyt mało dawał w fazie kreowania akcji – mimo wszystko i tak wypadł lepiej niż Poli i Muntari.

Image and video hosting by TinyPic

Pod względem taktycznym spotkanie także nie zawiodło. Z trybun gołym okiem było widać, że każdy zawodnik doskonale wie w jakich strefach ma się poruszać i jakie ma zadania do wykonania. Trochę zaskakujące było to, że Inzaghi postanowił w tym meczu ograniczyć Abate i De Sciglio głównie do zadań defensywnych. Gra Milanu oparta była na szybkim przenoszeniu gry na połowę Juventusu, od razu po przejęciu piłki. Odebrać i odegrać do Shaarawy’ego, Hondy lub Meneza, klasyczna taktyka pod kontratak. Jeszcze w pierwszej połowie Milan starał się przejmować inicjatywę i kreować atak pozycyjny, jednak do powodzenia zdecydowanie brakowało jakości u środkowych pomocników, oraz wsparcia bocznych obrońców. Być może gdyby Bonaventura grał od początku meczu, to wyglądałoby to odrobinę lepiej. Jeśli chodzi o Juventus, to Allegri zaserwował nam klasykę 352 – ataki skrzydłami (wszystkie udane akcje zakończone kiepskimi podaniami w pole karne) i próba gry klepką z Llorente występującym w roli ‘ściany’ i środkowym pomocnikiem wbiegającym w pole karne. Ciekawa była także rola Teveza, który od początku miał problemy z twardo grającym De Jongiem i postanowił przenieść się głębiej i bliżej skrzydła, gdzie miał sporo więcej miejsca na kreowanie gry Bianconerich.

Ciekawostką było zachowanie Inzaghiego. O ile Allegri zachowywał się w miarę spokojnie, o tyle Superpippo zachowywał się jak żywe srebro. Niespokojnie krążył, czy wręcz biegał wzdłuż ławki Milanu, praktycznie w każdej akcji starał się na bieżąco krzykiem i gestami korygować ustawienie swojej drużyny. Nie sposób było nie odnieść wrażenia, że Inzaghi jeszcze nie tak dawno temu sam biegał po murawie San Siro i gdyby mógł, z chęcią również wczoraj wbiegłby na boisko by pomóc swojemu zespołowi.

Image and video hosting by TinyPic

Największym zaskoczeniem był dla mnie doping w wykonaniu tifosich Milanu. Spodziewałem się nieustannych okrzyków, przyśpiewek, niestety rzeczywistość mnie rozczarowała. Zgromadzonym dziś na stadionie kibicom Rossonerich nie można odmówić mocy – było ich słychać świetnie, a akustyka stadionu sprawiała, że miałem wrażenie, iż głos dobiega do mnie z każdej możliwej strony. Sam początek spotkania był imponujący, jednak problem w tym, że typowy doping był prowadzony zrywami, brakowało w nim ciągłości, a łączna długość gwizdów z pewnością przebiła czas trwania przyśpiewek. Co gorsza, po straconej bramce doping kompletnie się załamał – na co tylko czekali tifosi Juventusu. Po 70 minucie Bianconeri regularnie przebijali się ze swoimi przyśpiewkami (które wcześniej były zagłuszane głównie przez gwizdy mediolańczyków), podczas gdy czerwono-czarna część stadionu milczała, ożywiając się tylko na poszczególne chwile. Na przykład wtedy, gdy na boisko po raz pierwszy wszedł w koszulce Milanu Fernando Torres.

Kontynuując temat kibiców, bardzo rzucało się w oczy zróżnicowanie osób, które zasiadły na trybunach. Pełno było osób starszych, i nie mam tu na myśli 40-latków. Na meczu zjawili się siwi dziadkowie, razem z żonami – i nie były to pojedyncze wyjątki, wręcz przeciwnie. Do tego wiele rodzin z dziećmi, prawdziwy przekrój całego społeczeństwa. Do tego jedna wyjątkowa trybuna-rząd, umiejscowiona wzdłuż linii bocznej boiska. Specjalne miejsca dla osób niepełnosprawnych i ich opiekunów. Piękny, wieloletni gest włodarzy Milanu.

Jeśli macie taką możliwość, szczerze polecam udanie się na tego typu mecz. Klasyk, rozgrywany na wspaniałym, historycznym stadionie. Atmosferę takich spotkań ciężko oddać w słowach.

To po prostu jedna z tych rzeczy, które trzeba przeżyć na własnej skórze.

Michał Borkowski

  1.   23 wrzesień 2014
  2.   Felietony

‘Siadamy głęboko w fotelach, otulamy się kocem i zasypiamy’ – tak pewnie niektórzy...

‘Siadamy głęboko w fotelach, otulamy się kocem i zasypiamy’ – tak pewnie niektórzy sparafrazowaliby słynną zapowiedź Andrzeja Twarowskiego, gdyby miała dotyczyć Serie A. Jak jednak pokazała poprzednia kolejka (oraz wiele innych w zeszłym sezonie) nie taka nudna ta liga włoska jak ją malują. Inter rozjechał Sassuolo aż 7:0, a Milan stoczył z Parmą chyba najfajniejsze widowisko tego sezonu we wszystkich ligach europejskich – nie zabrakło ani pięknych bramek, ani kartek, ani dramaturgii. Było nieźle, a może być jeszcze lepiej. Powód? Na San Siro przyjeżdża Juventus.

art-milan1

Przyjęło się, że to pojedynek Interu z Juve jest nazywany Derby d’Italia. Szczerze? Dla mnie zawsze zdecydowanie ciekawsze były spotkania pomiędzy ekipami Rossonerich i Bianconerich. To te zespoły pod względem historycznym mogą ze sobą konkurować o miano najlepszej drużyny Półwyspu Apenińskiego – są najbardziej utytułowane na krajowym podwórku, osiągały najwięcej w rozgrywkach europejskich. Przekłada się to zresztą na atmosferę dotyczącą spotkań – gdy Turyńczycy grają z Interem, można odczuć dziką, czasem absurdalną, nienawiść, która została spotęgowana przez niesławne Calciopoli. Te mecze niewiele mają wspólnego z prawdziwym sportem, w przeciwieństwie do spotkań z Milanem, gdzie panuje atmosfera zażartej, choć zdrowej, sportowej rywalizacji. Oczywiście, kibice za sobą nie przepadają, jednak działa to na zupełnie innych zasadach.

Pomijając samą kwestię rywalizacji o prymat na boiskach słonecznej Italii, mecze te są często przepełnione ciekawymi smaczkami, a nadchodzący, sobotni mecz jest pod tym względem wyjątkowy. Główny powód? Do Mediolanu powraca w nowej roli Max Allegri, którego nazwisko dla wielu fanów Milanu stało się synonimem słowa nieudacznik. To właśnie jego przede wszystkim obwiniano za powolny rozkład il Diavolo, choć można się kłócić, czy słusznie. W końcu póki Allegri miał do swojej dyspozycji klasowych piłkarzy, póty był w stanie wygrywać. Jednak dobre, czy nawet dostateczne wyniki skończyły się, gdy Berlusconi i Galliani zaczęli wyprzedawać mu wszystkich najlepszych piłkarzy i zastępować ich wątpliwej jakości piłkarzami tanimi, lub darmowymi. Ha, w niektórych przypadkach określenie ‘wątpliwa jakość’ brzmi jak komplement. Przez ostatnie miesiące swojego pobytu w Mediolanie Allegri nasłuchał się wielu niewybrednych komentarzy na swój temat, więc z pewnością będzie zmotywowany by udowodnić swoją wartość kibicom którzy w sobotni wieczór zasiądą na trybunach San Siro.

art-inzaghi

Także Milan przystępuje do tego meczu z nowym trenerem – i to nie byle kim. Na ławce zasiądzie, a raczej będzie przed nią krążył, Filippo Inzaghi – były piłkarz zarówno Milanu, jak i Juventusu. Czy Superpippo to odpowiedni wybór? Póki co, ciężko powiedzieć na co go stać. Z pewnością doświadczenie zdobyte w roli piłkarza pomoże mu w odnalezieniu się w nowej roli, jednak sukcesy piłkarskie wcale nie muszą przekładać się na sukcesy w trenerce. Inzaghi-napastnik cechował się jednak na boisku sporą inteligencją, instynktem i czuciem gry, a to z pewnością cechy, które predysponują go do bycia dobrym szkoleniowcem. Przez wiele lat, zarówno w Turynie jak i Mediolanie, trenował pod wodzą Carlo Ancelottiego, także wzór trenerski miał z naprawdę najwyższej półki. Sam Ancelotti twierdzi, że Superpippo jest odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu. Jeszcze przed zatrudnieniem Filippo Ancelotti mówił w wywiadach, że choć jego byłemu podopiecznemu może brakować doświadczenia, to z pewnością posiada on już teraz wystarczającą wiedzę, by poprowadzić Rossonerich. Nigel de Jong przyznał w wywiadzie, że Inzaghi bardzo przypomina mu swoim stylem i podejściem do graczy Louisa van Gaala. Co ciekawe, Inzaghi w swojej dysertacji nie skupiał się na aspektach taktycznych, a psychologicznych. Tytuł? „Mentalność, by zostać zwycięzcą”. Po wielu żenująco słabych miesiącach, które wręcz nie przystają tak wielkiemu klubowi jak Milan, być może właśnie taki trener-motywator, znający klub od podszewki, okaże się remedium na największe problemy. Słowa klucze, które najczęściej pojawiają się przy opisywanie nowego oblicza Milanu? Entuzjazm, ofensywa. Oby za kilka tygodni nie zaczęło pojawiać się słowo ‘naiwność’.

Choć pięć bramek zdobytych z Parmą z pewnością może imponować, to cztery stracone bramki z pewnością nie są powodem do zadowolenia. Jeśli Milan Inzaghiego ma odnieść w tym sezonie sukces, to bez wątpienia będzie potrzebował zdecydowanie bardziej szczelnej defensywy. Z Juventusem zabraknie na boisku Bonery, jednak jego absencję trzeba raczej traktować w kategorii wzmocnienia. Szczerze nie rozumiem, co kolejni trenerzy ekipy z Mediolanu widzą w tym piłkarzu. To typowa tykająca bomba, piłkarz, który może rozegrać udane 85 minut, a potem w ostatnie pięć osobiście zawalić całą ciężką prace wykonaną przez kolegów z zespołu. Najbardziej zauważalną zmianą w Milanie Inzaghiego jest równomierne rozłożenie zadań w ofensywie. Odejście Balotellego to być może największe wzmocnienie Rossonerich – i to wcale nie dlatego, że był piłkarzem z natury problematycznym. Większym problemem było opieranie całej ofensywy na czarnoskórym Włochu, tak jak kiedyś Milan oparto na Ibrahimoviciu. Niestety, o ile Szwed bez problemów robił za człowieka orkiestrę i z powodzeniem dowodził ofensywą mediolańczyków, o tyle Balotelli zawiódł na całej linii, a reszta graczy ofensywnych pozbawiona była presji i skupiała się na dogrywaniu piłki do Balo. ‘Podaj do Balotellego, on coś wymyśli’ – efekt tej strategii był nader kiepski.

art-allegri

Tymczasem w Turynie panuje zgoła inna atmosfera. Kibice Vecchia Signora przeżyli niezły szok, gdy poinformowano ich o odejściu Antonio Conte, z którym Juventus zdobył trzy konsekutywne mistrzostwa Serie A. Sympatycy ‘Zebr’ nie zdążyli się uspokoić po pierwszym ciosie, gdy znokautowała ich informacja o tym, że Stara Dama będzie trenowana przez Allegriego. W pierwszej chwili wyglądało to jak wymiana pendolino na lokomotywę parową, jednak obecnie wiele wskazuje na to, że w Turynie nie powinna wzrosnąć ilość samobójstw. Póki co średnio popularny Max stawia na ewolucję, miast rewolucji. Zachował podstawy wypracowane przez Conte, a zmian dokonuje w detalach – sposobie kreowania akcji ofensywnych, momencie stosowania pressingu. Trzyma się sprawdzonego w boju ustawienia 352, choć nie wyklucza przejścia w niedalekiej przyszłości na, jak to ujął, ‘4-3-zobaczymy’. Efekty? Defensywa, choć pozbawiona Barzagliego i Chielliniego, radzi sobie bardzo dobrze, jest pewna, a dzięki kilku interwencjom Buffona Turyńczycy mogą się nadal cieszyć z czystego konta, zarówno w Serie A, jak i Lidze Mistrzów. Co do ofensywy, to nadal wymaga pracy, gdyż piłkarze Starej Damy mają problemy z kreowaniem sobie dogodnych sytuacji do zdobycia bramki. Mimo wszystko, można zauważyć pewien progres w porównaniu do ostatniego sezonu Conte – piłkarze starają się grać mniej schematycznie, stawiają na krótkie, szybkie podania i wyjścia do piłek prostopadłych. Dobre strony zamiany Conte na Allegriego zauważa między innymi Buffon: „Według mnie po kilku latach bycia, że tak się wyrażę, ‘pod młotem’, przybycie Allegriego może być dla nas czymś dobrym, o ile pokażemy, że jesteśmy odpowiedzialnymi piłkarzami i tworzymy odpowiedzialną drużynę. Allegri to trener, który dobrze rozumie aspekt taktyczny piłki nożnej, ale zwraca także uwagę na kwestie psychologiczne. Jest bardzo czujny i wybredny w kwestii najmniejszych detali”. Zresztą co by o Allegrim nie mówić, jest jedynym trenerem, który zdobył Scudetto spośród wszystkich trenerów obecnie prowadzących drużyny w Serie A.

Personalnie z pewnością lepiej prezentuje się Juventus, drużyna z Turynu ma zresztą zupełnie inne cele niż rywal z Mediolanu. Turyńczycy celują w czwarte mistrzostwo z rzędu, podczas gdy kibice il Diavolo za sukces uznają miejsce gwarantujące kwalifikacje do Ligi Mistrzów. Najlepszym wyznacznikiem potencjału obu ekip było letnie mercato – Vecchia Signora wzmacniała się za niezłe jak na Włochy pieniądze, ściągnęła między innymi za 20 milionów euro Alvaro Moratę. Tymczasem Milan wyglądał na rynku transferowym jak skąpiec, który wchodzi do restauracji i pyta czy chleb i woda są darmowe. Takich też piłkarzy sprowadzał – darmowych, czasem przebrzmiałych, choć obiektywnie patrząc kadra Rossonerich uległa wzmocnieniu. Zarówno Menez, Bonaventura, Alex jak i Diego Lopez mogą być rozpatrywani w kategorii graczy jakościowych, mogących wiele dać Milanowi. Zresztą Juventus jest najlepszym przykładem na to, że za niewielkie pieniądze można sprowadzić klasowych graczy – wystarczy wspomnieć Pirlo, Llorente, Pogbę, Barzagliego. Nie można także zapominać o młodziutkim Mastourze, nadziei Milanu na lepsze jutro, oraz Torresie, który jest niewiadomą, lecz kto wie – może odzyska choć część dawnego blasku? Zdaje sobie z tego sprawę sam Inzaghi, który powiedział: „Przeciwko Juventusowi musimy rozegrać doskonałe spotkanie. Nie mamy nic do stracenia, ponieważ to oni są silniejszą drużyną, jednak w piłce nożnej nic nie jest pewne. Mam nadzieję, że San Siro i nasi kibice pomogą nam doprowadzić do cudu”.

Jednak ta rywalizacja wykracza ponad to co dzieje się na boisku w danym meczu. Milan i Juve wielokrotnie toczyły bezpośrednią walkę o mistrzostwo, choć jeden ze słynniejszych pojedynków pomiędzy tymi klubami nie miał miejsca w Serie A, a nawet nie na włoskiej ziemi. W 2003 roku oba zespoły zmierzyły się ze sobą w Manchesterze, w finale Ligi Mistrzów. Po 120 minutach na tablicy wyników nadal widniało 0:0, w karnych zwyciężyli Rossoneri. Tamten wieczór spędzony na murawie Old Trafford z pewnością doskonale pamiętają Gigi Buffon, Andrea Pirlo, Filippo Inzaghi i Christian Abbiati, wszyscy nadal reprezentujący barwy finalistów, choć Pirlo zmienił w międzyczasie stronę w tej rywalizacji.

Odrobiny kibicowskiego pieprzu dodaje tej rywalizacji historia dotycząca Fossa dei Leoni, stowarzyszenia ultrasów Milanu, co więcej – pierwszego stowarzyszenia ultras w historii Włoch. Niestety, nie najstarszego – grupa ta rozpadła się w 2005 roku i właśnie powód jej rozwiązania jest tutaj najciekawszy. Leoni stracili dwie główne flagi na rzecz ultrasów Juventusu i podobno starali się je odzyskać współpracując ze specjalnymi oddziałami policji. Inne grupy kibiców Milanu uznały to zachowanie za niegodne i poprzez krytyką, a nawet groźby i ataki, doprowadzili do rozwiązania Fossa dei Leoni.

Rywalizacja pomiędzy dwoma najbardziej utytułowanymi klubami Włoch była regularnie podjudzana także przez piłkarzy i trenerów zmieniających strony ‘konfliktu’. Co logiczne, piłkarze przechodząc z Juventusu do Milanu i vice versa niespecjalnie uszczęśliwiali ludzi, którzy przez lata kibicowali im, gdy grali oni w barwach ich ukochanej drużyny. Najświeższym przykładem takiej zmiany stron jest Andrea Pirlo, choć w jego przypadku pretensje skupiły się na włodarzach Rossonerich, a nie samym zawodniku. Kto jeszcze? Między innymi Roberto Baggio, Zlatan Ibrahimovic, Filippo Inzaghi, Christian Vieri, Edgar Davids, Gianluca Zambrotta. Jednak nie koniec na piłkarzach – zmiana barw dotyczy także trenerów, takich jak Alberto Zaccheroni, Fabio Capello, Giovanni Trapattoni i Carlo Ancelotti.

Pomijając kwestie rywalizacji pomiędzy tymi drużynami, mecz ten zapowiada się ciekawie także z innych powodów. Po pierwsze, zarówno Milan jak i Juventus są dopiero na etapie przebudowy pod wodzą nowych trenerów. Inzaghi i Allegri nadal pracują nad stylem swoich zespołów, starają się dopasować dostępnych graczy to wymarzonej wizji gry. Po drugie, w obu zespołach jest kilku nowych, ciekawych graczy, którzy nadal stanowią pewną niewiadomą – dotyczy to między innymi Torresa, Bonaventury, Pereyry, Evry. Po trzecie, Milan i Juventus mogą pochwalić się ciekawymi młodymi zawodnikami, którzy albo starają się wyrobić sobie nazwisko na boiskach Serie A, albo udowodnić, że pokładane w nich nadzieje są uzasadnione. Pod tym względem najciekawiej prezentują się zwłaszcza Mastour, Coman i Morata, ciekawe także jak zaprezentują się w tym roku El Shaarawy i De Sciglio. Po czwarte, w obu drużynach nie brakuje piłkarzy, którzy są w stanie nagle stworzyć na boisku moment wyjątkowy, magiczny – chociażby tak, jak zrobił to Menez w meczu przeciwko Parmie. W drużynie z Turynu specjalistą od tego typu wspaniałych zagrań jest młody Paul Pogba, który pod nieobecność Arturo Vidala stał się kluczowym graczem w układance Allegriego.

Pomimo ewidentnych dysproporcji w potencjale graczy pomiędzy Milanem a Juventusem tylko osoby niespecjalnie obeznane z włoską Serie A skazywałyby Rossonerich na pożarcie. To mecz, w którym zawsze może wydarzyć się wszystko, niezależnie od tego która z drużyn jest faworytem na papierze. Oba kluby są na tyle dumne, że nie zważając na sytuację w tabeli zawsze wychodzą na boisko czując się jak równy z równym, gotowi by walczyć o trzy punkty i zwyciężyć. W sobotę będziemy świadkami czegoś więcej niż zwykły mecz. Obejrzymy starcie wyjątkowe, kolejny etap rywalizacji, która rozpoczęła się 28 kwietnia 1901 roku i trwa nieprzerwanie od tamtej pory.

Michał Borkowski

Zapowiedź spotkania:

Prawdopodobne jedenastki obu zespołów:

jedenastki

  1.   20 wrzesień 2014
  2.   Felietony
lm1Przez dwa lata od przejęcia sterów w Turynie przez Antonio Conte Bianconeri byli dla swoich...
lm1Przez dwa lata od przejęcia sterów w Turynie przez Antonio Conte Bianconeri byli dla swoich kibiców nieustającym źródłem szczęścia, jakiego nie dane im było zaznać od chwili wygrania rozgrywek Serie A w sezonie 05/06. Po  kontrowersyjnej degradacji do Serie B Juventus grał raz lepiej, raz gorzej, jednak im dalej od powrotu do najwyższej klasy rozgrywkowej we Włoszech, tym sytuacja wyglądała dramatyczniej. Trend ten zdołał odwrócić dopiero Antonio Conte, który już w debiutanckim sezonie sięgnął po Scudetto, a w kolejnym dołożył jeszcze jedno. Świetne wyniki, znaczna przewaga w lidze, nowoczesny stadion, stabilna sytuacja finansowa - to wszystko sprawiało, że Juventus miał zdaniem wielu na lata zdeklasować konkurencję na włoskich boiskach, a także powalczyć o najwyższe zaszczyty w Europie. Obecnie, po zaledwie ośmiu kolejkach nowego sezonu, na Antonio Conte spadła lawina krytyki. Czy słusznie?

Złe dobrego początki

art-agncontmarot
Conte pojawił się w Turynie z wizją autorskiej taktyki, którą zwykł przedstawiać jako 4-2-4. Miała to być, zaprzeczająca stereotypowej włoskiej mentalności, ultraofensywna taktyka, w której na skrzydłach mieli znajdować się zawodnicy nie kłopoczący się zadaniami defensywnymi, za które odpowiedzialna miała być dwójka środkowych pomocników, oraz obrońcy. Niestety rzeczywistość zweryfikowała wizjonerskie zapędy byłego reprezentanta Włoch - mimo ofensywnego nastawienia Juventus nie był w stanie stwarzać sobie dogodnych sytuacji pod bramką rywali, gra była statyczna, a skrzydłowi drużyny z Turynu doprowadzali swojego trenera do białej gorączki. W tym momencie nastąpiło coś, co osobiście wówczas uznałem za dużą zaletę nowego szkoleniowca Bianconerich - przytomnie zauważył, że nie wszystko działa tak jak powinno i podjął natychmiastową decyzję o porzuceniu wadliwego systemu, pomimo dopiero rozpoczynającego się sezonu.

Juventus przeszedł na ustawienie 4-3-3 i ustawieniem tym zdołał zdominować Serie A. Taktyka ta wyciągała z zawodników Juve to co w nich najlepsze, a w połączeniu z niesamowitą determinacją wpojoną przez Conte w graczy, oraz świetnym przygotowaniem fizycznym sprawiła, że wielu kibiców po latach udręki w końcu mogło z całą pewnością powiedzieć, że wróciło ‘stare Juve’. Aż 68 strzelonych i zaledwie 20 straconych bramek w rozgrywkach ligowych, ani jednej porażki i w rezultacie 30 (oficjalnie 28) mistrzostwo Włoch. W trakcie tamtego sezonu Conte zaczął wprowadzać kolejne ustawienie, to w którym drużyna z Turynu gra do tej pory: 3-5-2, z demolującą przeciwników pomocą Marchisio-Pirlo-Vidal, z coraz pewniejszą trójką obrońców Chiellini-Bonucci-Barzagli, którą z chęcią i wdzięcznością przejął prowadzący reprezentację Włoch Cesare Prandelli.

W kolejnym sezonie Bianconeri nadal imponowali, zwłaszcza wyjątkową umiejętnością dominowania w środku pola, jednak trudno było nie zauważyć, że momentami z piłkarzy Antonio Conte schodziło już powietrze. Zdarzało im się odpuszczać w defensywie, nie byli tak skuteczni w pressingu, a przeciwnicy sprawiali wrażenie, jakby powoli przyzwyczajali się do odrestaurowanego przez Conte staromodnego ustawienia 3-5-2. Rozgrywki Ligi Mistrzów okazały się dla Juventusu połowicznie udane - patrząc na same wyniki nie można mieć do nich większych pretensji. Wyrzucenie z LM  już w fazie grupowej obrońcy trofeum, Chelsea Londyn było niewątpliwym osiągnięciem. Sam Juventus został wyeliminowany przez późniejszego triumfatora, Bayern Monachium, który był wówczas bez dwóch zdań najsilniejszą drużyną w Europie i ciężko było o kogoś, kto mógłby mu się na boisku przeciwstawić. Mimo wszystko, Juventus we wspomnianych rozgrywkach męczył się już w fazie grupowej - zarówno z Nordsjelland, jak i z Szachtarem, który momentami zadziwiająca gniótł mistrzów Włoch na ich własnym stadionie. Również pierwszy mecz z Celtic Glasgow okazał się problematyczny - turyńczycy nie byli w stanie narzucić Szkotom własnego stylu gry, gubili się w defensywie i po raz kolejny byli ofiarami pressingu, który przecież w założeniach miał być ich najważniejszą bronią. Co gorsza, w Serie A urzędujący mistrz Włoch zaczął grać wolno, przewidywalnie, a przeciwnicy z coraz większą skutecznością byli w stanie blokować ofensywne zakusy graczy z Turynu. Co warte zauważenia, w trakcie drugiego sezonu Conte zarzucił w pełni funkcjonujące ustawienie 4-3-3, koncentrując się w pełni na 3-5-2, którego nie zmieniał nawet wówczas, gdy gra jego drużyny kompletnie się nie układała.

Gwiazdy tańczą z Marottą

Przenieśmy się do letniego mercato, które odbyło się przed obecnym sezonem. Po raz kolejny kibice masowo domagali się prawdziwej gwiazdy, która mogłaby wznieść ataku Juventusu na wyższy poziom. Od przyjścia do Juve Conte, z turyńską drużyną łączono niesamowitą ilość napastników - Robin van Persie był już podobno widziany na lotnisku i szukał w Turynie mieszkania, a poza nim regularnie pojawiały się nazwiska Suareza, Joveticia, Higuaina, Lewandowskiego, Dżeko, Aguero i wielu innych graczy. Niestety, do Turynu regularnie trafiały strzelby znacznie mniejszego kalibru - Anelka, Bendtner, Borriello. Prawdziwa gwiazda ataku została ściągnięta przez dyrektora transferowego Juve, Giuseppe Marottę, dopiero przed sezonem 2013/14. Na niesamowicie atrakcyjnych warunkach finansowych Marotta zapewnił Juventusowi usługi Carlosa Teveza - może nie był to wymarzony napastnik, jednak realnie patrząc, trudno było o lepszego. Poza Tevezem drużynę Juventusu wzmocnili Ogbonna, oraz Llorente, który miał razem z Tevezem stworzyć zabójczy atak. Niestety, zapomniano o wzmocnieniu newralgicznej pozycji w 3-5-2 Conte, bocznych skrzydłowych.

Skrzydła, na których nie polecisz

Niestety właśnie dramatyczna sytuacja wśród skrzydłowych jest powodem, dla którego Juventus coraz bardziej zawodzi, zarówno w Europie, jak i we Włoszech. Rywale drużyny prowadzonej przez Conte zdołali już rozpracować ustawienie, w którym od ponad półtora roku gra drużyna z Turynu i nie mają większych problemów w tym, by ją skutecznie blokować.

art-dpwolny

Nie jest to zresztą niesamowicie trudne - cała rzecz sprowadza się do zablokowania środka boiska i zmuszania Juventusu, by starał się dogrywać kluczowe piłki ze skrzydeł boiska. Na skrzydłach niestety brakuje… skrzydłowych. Występują tam Asamoah (nominalny środkowy pomocnik), Isla (kolejny środkowy pomocnik), Lichtsteiner (prawy obrońca), Peluso (lewy obrońca), oraz Padoin (typowa zapchajdziura). Wszystkim brakuje przynajmniej jednej cechy, która jest kluczowa na pozycji skrzydłowego. Mają problemy z celnym wrzucaniem piłki, nie potrafią, a często nawet nie próbują wygrywać pojedynków 1 na 1 z obrońcami przeciwnika. Ich gra sprowadza się do obijania nóg przeciwnika nieudanym wrzutkami i wycofywania piłki do środkowych pomocników. W ofensywie cała piątka jest na dobrą sprawę bezużyteczna - wystarczy powiedzieć, że w tym sezonie zaledwie jednemu z nich udało się zanotować asystę. Cała ofensywa Juventusu opiera się na skrzydłowych, którzy w ofensywie są kompletnie nieefektywni. Zresztą żeby ocenić ich poczynania wystarczy prosta statystyka. Ilość asyst skrzydłowych: 1. Ilość asyst Bonucciego, środkowego obrońcy: 3. Dramat.

Wszystko wygląda jeszcze gorzej, jeśli weźmie się pod uwagę, że główną strzelbą miał być Llorente, który wręcz oddycha wrzutkami. Niestety, celnych wrzutek w Juve jak na lekarstwo, więc nic dziwnego, że Llorente zaczyna się już dusić, a swój niepokój wyrażał kilkakrotnie Vicente del Bosque, zaalarmowany sytuacją swojego reprezentacyjnego napastnika.

„Nie mam bramkarza kurwa, gramy bez bramkarza”

Niestety, nawet największe gwiazdy przeżywają swoje chwile słabości. Taką dłuższą chwilę ma obecnie nie tylko Iker Casillas, ale także Gigi Buffon, który puszcza praktycznie wszystko, co jest do puszczenia. Stracił swój legendarny refleks, a jego interwencje są niepewne, co jest o tyle widoczne, że także obrońcy mistrza Włoch spuścili w tym sezonie z tonu. W tym sezonie prawie każdy przeciwnik Juventusu choć raz sprawdzić wytrzymałość siatki bronionej przez Buffona, a w trakcie ostatniego weekendu Fiorentina zdołała strzelić aż cztery bramki, co w ostatnich dwóch sezonach byłoby zupełnie nie do pomyślenia. Po ośmiu kolejkach Serie A Juventus ma już aż 10 straconych bramek, więcej niż jedenaste w tabeli Udinese. Do Romy nie ma co się nawet porównywać - De Sanctis do tej pory musiało zaledwie raz wyciągać piłkę z bramki Giallorossich. Czasy kiedy Juventus tracił 24 bramki w 38 meczach ligowych już zdecydowanie minęły - Juventus można ‘ugryźć’ i wie to już każda drużyna. Defensywny monolit runął jak zamek z kart.

Nie idzie nam, więc dalej grajmy swoje

Na początku tekstu wspominałem, że jedną z cech które najbardziej ujęły mnie w Conte była jego elastyczność taktyczna. Rotował nie tylko drużyną, lecz także ustawieniem. Rozpoczął od 4-2-4, w obliczu niepowodzenia przeszedł na 4-3-3, po czym postanowił odkurzyć dawno już zapomniane na najwyższym poziomie ustawienie 3-5-2. Niestety, po swoim pierwszym sezonie Conte się zaciął. Uparł się, że będzie grał 3-5-2 zawsze, niezależnie od dostępnych graczy, niezależnie od przebiegu kolejnych meczów.

art-buffon3

Skąd taka przemiana? Jak człowiek guma zamienił się w człowieka z litej skały? Być może to kwestia ego i chęci bycia trenerem wyjątkowym. Mam wrażenie, że jednym z celów Conte jest stworzenie nowego stylu gry. Chce być jak Helenio Herrera, który stworzył catenaccio. Jak Rinus Michels, który wymyślił i udoskonalił na przestrzeni lat koncepcję futbolu totalnego. Pragnie swej własnej, nieskażonej cudzą myślą metody gry. Chce, by wymieniać go jednym tchem obok Mourinho i jego perfekcyjnej gry defensywnej oraz zabójczych kontrataków, a także Guardioli i jego koncepcji gry, opartej na tiki tace. Pragnie bycia wyjątkowym.

Niestety, ta mania wielkości może doprowadzić go do upadku. Po pierwszych dwóch sezonach, mimo pewnych sygnałów ostrzegawczych, był w Turynie bogiem. Wymieniano go w kontekście prowadzenia wielkich klubów spoza Włoch, między innymi Arsenalu i Chelsea. Jednak teraz jego koncepcja gry wydaje się nieskuteczna, pozbawiona polotu i pomysłu na rozerwanie defensywy rywali.
Także u piłkarzu widać znaczącą różnicę pomiędzy obecną grą, a tą jaką raczyli swoich kibiców w trakcie poprzednich sezonów. Brakuje u nich serca do gry, nie są już tak nieustępliwi jak kiedyś. Zaprzestali wściekłych ataków na przeciwników, które często zaczynali od razu po stracie piłki, będąc jeszcze pod polem karnym rywala. Grają spokojnie, bez większych zrywów, często zupełnie nieodpowiedzialnie tracąc piłkę w kluczowych sektorach boiska.

Determinacja Conte, by grać ustawieniem 3-5-2 jest o tyle dziwna, że ma świetnych graczy do ustawienia 4-3-3, choć osobiście twierdzi, że… granie trójką stricte ofensywnych graczy jest niemożliwe, ponieważ kontuzjowany jest jego ulubieniec, Simone Pepe. Z całym szacunkiem do reprezentanta Włoch, nie jest on żadnym wirtuozem, którego nie można by udanie zastąpić. Zresztą w trakcie meczu z Galatasaray, widocznie poruszony nieudolnością swoich piłkarzy, Conte zarządził w końcu zmianę ustawienia na swego rodzaju 4-3-3, z bardzo ofensywnym prawym obrońcą. Efekt? Dwie szybko zdobyte bramki, wiele udanych wejść w pole karne Galaty, zupełna odmiana gry. Niestety, trener Juventusu nadal twierdzi, że trzema napastnikami może grać co najwyżej z drużynami z włoskiej Serie C.

Ciemność widzę, ciemność

W Serie A powoli zaczyna Juventusowi odjeżdżać AS Roma, która znajduje się w niesamowitej formie. Juve pod względem punktów nie stoi najgorzej, jednak warto pamiętać o tym, że spora część tych punktów to efekt szczęścia i błędów przeciwników, oraz… sędziów. W meczu z Torino sędzia uznał Juventusowi niesłusznie zdobytą bramkę; dla odmiany w meczu z Chievo postanowił nie uznać prawidłowo zdobytej przez Alberto Paloschiego bramki na 2:1 dla piłkarzy z Werony. Jakby tego było mało, zwycięską bramkę dla Juventusu w meczu z Chievo zdobył… obrońca przeciwników, strzelając gola samobójczego. Ważne jest to, co w siatce, jednak nie sposób nie odnieść wrażenia, że z taką grą Juventusowi raczej bliżej do środka tabeli, niż pozycji lidera. Zwłaszcza biorąc pod uwagę świetną grę Romy, ciekawy projekt Napoli autorstwa Beniteza i z sezonu na sezon coraz mocniejszą Fiorentinę prowadzoną przez Montellę.
Tymczasem w Lidze Mistrzów po dwóch wpadkach (1:1 z Kopenhagą, 2:2 z Galatasaray) Juve znajduje się niebezpiecznie blisko odpadnięcia. Kluczowy okaże się nadchodzący dwumecz z Realem Madryt, który prowadzi były trener Juventusu, Carlo Ancelotti.

Jeśli nie teraz, to kiedy?

Oczywiście każdą złą serię da się odwrócić. Czy można sobie wyobrazić lepszy moment na taką zmianę biegu wydarzeń niż mecz z Realem Madryt na Santiago Bernabeu? Zwłaszcza biorąc pod uwagę to, że Real przegrał ostatnie cztery spotkania rozgrywane przeciwko Juventusowi? Fakt faktem, z tamtej drużyny w Turynie zostali już tylko Buffon, Chiellini i Marchisio, zmienili się trenerzy i tak naprawdę jedyną rzeczą która nie uległa zmianie, są ‘szyldy’ obu ekip.

Włoscy dziennikarze jak jeden mąż donoszą o tym, że Conte w końcu przejrzał na oczu (a może po prostu boi się kontr Realu?) i zamierza wyjść na ten mecz ustawieniem z czwórką obrońców. Juventus poleciał do stolicy Hiszpanii osłabiony kontuzjami (zabraknie między innymi Lichtsteinera, Vucinicia, Quagliarelli; po kontuzjach wracają Caceres i Isla). Wygrana w dzisiejszym meczu, w tak niesprzyjających okolicznościach bez wątpienia podniosłaby morale graczy Antonio Conte. Porażka będzie oznaczała, że tegoroczna Liga Mistrzów może się dla mistrzów Włoch zakończyć krótko po tym, jak się rozpoczęła.

Cóż, miejmy nadzieję, że będzie to przynajmniej interesujące spotkanie.
  1.   23 październik 2013
  2.   Artykuly

Jego pierwsze mecze sprawiły, że kibice w Turynie uwierzyli w to, iż Stara Dama w końcu, po...

Jego pierwsze mecze sprawiły, że kibice w Turynie uwierzyli w to, iż Stara Dama w końcu, po latach posuchy, pozyskała pierwszego skrzydłowego na miarę następcy Pavla Nedveda i Mauro Camoranesiego. Kogoś, kto faktycznie wniesie jakość, której wymaga się od zawodnika grającego na tej pozycji w drużynie tej klasy. Po latach męczarni z tuzami takimi jak Palladino, Marchionni, czy Salihamidžić miał pojawić się gracz, który będzie w stanie faktycznie wesprzeć drużynę. Ze względu na podobną fryzurę, pozycję na boisku i, powiedzmy, styl gry został z miejsca przyrównany do Nedveda, zyskując nawet nawiązujący do legendarnego Czecha przydomek. Była La Furia Ceca, miała być La Furia Serba. Faktycznie, pasowało to do Milosa Krasicia. Nikt tak, jak on nie doprowadzał do furii ówczesnego trenera Bianconerich, Luigiego Delneriego.



Początek przygody Krasicia z drużyną z Turynu był faktycznie niezwykle obiecujący. Serb dosłownie uparł się na transfer do Juventusu, odrzucając z miejsca oferty Manchesteru City i Bayernu Monachium; sam namawiał włodarzy CSKA Moskwa by przyjęli ofertę Bianconerich opiewającą na 15 milionów euro. Jego upór przyniósł skutek i Milos został piłkarzem Starej Damy. Na tym jednak nie koniec – by nie opuścić pierwszego treningu w którym mógł uczestniczyć postanowił wyłożyć z własnej kieszeni, bagatela, 40 tysięcy euro na wynajęcie prywatnego samolotu. Skarb, nie piłkarz, nic dziwnego, że z miejsca zyskał sobie uznanie w oczach kibiców. W końcu co innego pokazać tak wielką determinację by grać dla drużyny, a co innego wspaniałomyślnie ucałować herb klubu na prezentacji – w końcu na przestrzeni ostatnich lat wielu piłkarzy robiło sobie z ust szmatę. Taki Ibrahimović kibicował chyba w młodości wszystkim możliwym klubom, bo gdzie by się nie pojawił, okazywało się, że zawsze chciał tam grać od małego. Ot, różnica.

Jakby tego było mało, ten 42-krotny reprezentant Serbii rozpoczął swój pierwszy biało-czarny sezon wspaniale. Trzy asysty w trzech pierwszych meczach, niedługo potem hattrick w meczu z Cagliari, a zaraz potem dublet asyst przeciwko Lecce. Wielu wieściło, że w końcu pojawiła się prawdziwa gwiazda na miarę "Nowego Juve". Po tym jak zdobył trzecią bramkę przeciwko Rossoblu cały stadion skandował jego imię, a młodsi kibice nieomalże dostawali orgazmu przy każdym kontakcie Serba z piłką. Serbska Furia dewastowała jedną obronę po drugiej i wyglądało na to, że wszystko jest na dobrej drodze. I jak to ostatnio bywa w Turynie w takich momentach, nagle wszystko pieprznęło.

Zaraz po meczu z Lecce, Juventusowi przyszło zmierzyć się z drużyną z Bolonii. Drużynie ewidentnie nie szło w tym meczu, miała problem ze stwarzaniem sobie sytuacji bramkowych i wtedy Serb postanowił po raz kolejny wziąć sprawy w swoje ręce, choć tym razem w dość żenujący sposób. Krasić postanowił wyłudzić, bo inaczej się tego nie da określić, rzut karny – zresztą z udanym skutkiem.



Można chyba szczerze powiedzieć, że większy udział w zdobyciu tych bramek przez Juventus mieli Eduardo, Muslera i Andujar.

Ok, jedziemy dalej. Wrzutki nie, drybling nie, armaty, ani snajperki w nodze nie ma. No to może chociaż wzorem Pepe lata po całym boisku jak szalony i nadrabia zaangażowaniem i grą defensywną? Nic podobnego. Biedny Delneri musiał przez cały poprzedni sezon krzyczeć na Krasicia, by ten wrócił się do defensywy i pomógł kolegom w odbiorze piłki. Czy dało to jakiś efekt? Owszem, dało. Milos opanował do perfekcji udawanie pressingu. Serio – pamiętacie pseudopressing w wykonaniu Iwańskiego? Krasić robi to samo, tyle, że dużo bardziej profesjonalnie. To znaczy nie ogranicza się do przesunięcia o 2 centymetry, tylko faktycznie podbiega do przeciwnika. Tyle, że w takim tempie i z takim zacięciem, że przeciwnik nic sobie z tego nie robi i spokojnie odgrywa do boku. Mistrz w swoim fachu.

Tak oto wygląda La Furia Serba. Poza pozycją nie łączy go z legendarnym Pavlem Nedvedem chyba nic – w końcu nawet blond włosy ma...farbowane. Ja osobiście na Krasiću postawiłem już krzyżyk – żadnym wyróżniającym się piłkarzem niestety nie będzie i do tego samego wniosku doszedł chyba także Conte, stawiając Serba w hierarchii skrzydłowych za Pepe i Giaccherinim. Cóż, nie pierwszy to niewypał transferowy Juventusu w ostatnich sezonach i pewnie nie ostatni. Jedynym pocieszeniem jest to, że wydano na tego piłkarza relatywnie sensowne pieniądze, które prawdopodobnie da się jeszcze z niewielką stratą odzyskać. Samym Krasiciem podobno wyrażały zainteresowanie Chelsea Londyn i Manchester City – ciężko mi w to uwierzyć, ale może faktycznie coś jest na rzeczy? W takim wypadku należy go ładnie odpicować, dofarbować włosy, wyperfumować, obwiązać różową wstążeczką i wysłać czym prędzej do Anglii. Im prędzej, tym lepiej – bo z każdą nieudaną rundą wartość rynkowa Serba będzie spadać, tak samo zresztą jak ilość zainteresowanych jego usługami.

A miało być tak pięknie...
  1.   13 październik 2011
  2.   Felietony
Włoski Messi, następca Del Piero, największy talent włoskiej piłki od wielu lat. Tak do niedawna...
Włoski Messi, następca Del Piero, największy talent włoskiej piłki od wielu lat. Tak do niedawna przedstawiano Sebastiana Giovinco. Miał być nową gwiazdą Juventusu i przyszłością Azzurrich. Dziś, po trzech latach, jedyne, co łączy go z Messim, to niski wzrost. Jest w zdecydowanym cieniu swojego niedawnego klubowego kolegi, Claudio Marchisio.

W 2008 roku Giovinco i Marchisio wrócili do powoli odradzającego się Juventusu, mając za sobą udany sezon na wypożyczeniu w Empoli. Marchisio zdążył sobie zapracować na miano solidnego, wszechstronnego środkowego pomocnika, natomiast Giovinco wracał na ‘stare śmieci’ z etykietką zawodnika, który mimo młodego wieku już potrafi zrobić różnicę.

O ile Marchisio miał być jedynie uzupełnieniem kadry, o tyle po Giovinco spodziewano się naprawdę wiele. Już przed rozegraniem pierwszego meczu w barwach Bianconerich „Atomowa Mrówka” spotykała się z wielkim uznaniem włoskich kibiców. Niewysoki, szybki, obdarzony doskonałą kontrolą nad piłką, nieuchwytny dla obrońców.

Dziś, po czterech latach, 24-letni Giovinco, pozostaje niespełnionym talentem. Przez kolejne sezony nie był w stanie zyskać uznania w oczach szkoleniowców Juventusu – Claudio Ranieriego, Ciro Ferrary, Alberto Zaccheroniego i Luigiego Del Neriego. Młody Włoch został wypożyczony do Parmy, a po sezonie połowa jego karty została wykupiona za 3 miliony euro. Co poszło nie tak?

Z pewnością nie pomogła mu jego wątła budowa. W pojedynkach z lepiej zbudowanymi przeciwnikami momentalnie lądował na ziemi, nie potrafił utrzymać się na nogach. Ale jego największym problemem był brak solidności. Świetne występy przeplatał bardzo słabymi. Musiał również, tak jak przed nim Raffaele Palladino, przestawić się z pozycji cofniętego lub bocznego napastnika na lewoskrzydłowego, bo nie był w stanie rywalizować z pozostałymi napastnikami Juve. W 34 meczach zdobył jedynie 3 bramki.

Przed sezonem 2010/2011 zarząd Juventusu pozbył się go bez specjalnego żalu; podobno jednym z powodów było to, że Sebastian domagał się obietnicy regularnej gry. Nie podjął rywalizacji, która w takim momencie kariery jest przecież czymś zupełnie naturalnym. Del Piero nikt nie ofiarował miejsca w drużynie, musiał o nie walczyć z Viallim, Ravanellim i Baggio.

Tymczasem Marchisio czekała zupełnie inna droga. Początkowo nikt nie wiązał z młodym Włochem wielkich nadziei. Jednak z sezonu na sezon solidną, równą grą powoli zyskiwał coraz lepszą pozycję w drużynie. Strzelał kluczowe bramki, odwalał czarną robotę, a przy tym nie narzekał, nawet kiedy zaczynał mecze na ławce rezerwowych. Nie narzekał również, gdy Del Neri postanowił przesunąć go na pozycję lewego pomocnika. Pozycję, na której do tej pory nigdy nie grał. Zawsze robił to, czego wymagał od niego trener. Doczekał się przydomka „Il Principino”. Został Małym Księciem Turynu.

Mimo znacznie trudniejszego początku, Claudio Marchisio dosłownie wywalczył sobie na boisku miejsce w drużynie, co zaowocowało powołaniami do kadry Azzurrich. Tam też robi to, czego wymaga od niego trener. Środek pomocy? Świetnie. Trequartista? Żaden problem. Ławka? Ok, rozumiem.

Marchisio podjął walkę i dostosował się do potrzeb trenerów, zna swoje ograniczenia. Tymczasem Giovinco przestraszył się rywalizacji i wybrał łatwiejszą scieżkę przenosząc się do Parmy. Być może zwyczajnie jego talent oraz umiejętności były przeceniane i spodziewano się po nim więcej niż mógł zaoferować. Dzisiaj popularna „Mrówka” na każdym kroku powtarza, że nie ma zamiaru wracać do Turynu, a Juventus pożałuje, że się go pozbył. Chyba to podejście zaważyło na tym, jak rozwinęła się kariera tych dwóch wychowanków Juventusu. Książę…i tchórz?
  1.   31 sierpień 2011
  2.   Felietony
pasquatoTrener Cagliari, Roberto Donadoni, zgłosił się do Juventusu z zapytaniem o cenę Cristiana...
pasquatoTrener Cagliari, Roberto Donadoni, zgłosił się do Juventusu z zapytaniem o cenę Cristiana Pasquato. Wychowanek Juventusu, który może grać zarówno jako skrzydłowy i cofnięty napastnik, ma za sobą bardzo udany sezon w Serie B. 22-latek zdobył 9 goli w 40 meczach rozegranych w barwach Modeny, z czego kilka było wyjątkowej urody. Pasquato był już wcześniej łączony z przejściem do Cagliari, kiedy spekulowało się, że weźmie udział w transferze Alessandro Matriego do Juventusu. Jednak, jak wiemy, Matri został pozyskany przez klub z Turynu za 15.5 miliona euro.

źródło: football-italia.net
  1.   04 lipiec 2011
  2.   Komentarze prasowe
marottaWychowanek Juventusu, Luca Marrone, znalazł się w orbicie zainteresowań Sieny oraz Genoi....
marottaWychowanek Juventusu, Luca Marrone, znalazł się w orbicie zainteresowań Sieny oraz Genoi. 21-letni pomocnik powrócił miesiąc temu do Turynu po swoim pobycie na wypożyczeniu w Sienie. Siena, bieniaminek Serie A, jest zainteresowana ponownym wypożyczeniem Luci, który zaliczył w ostatnim sezonie 18 występów dla drużyny z Artemio Franchi. Jednak pojawiły się również doniesienia o tym, że Genoa jest zainteresowana wykupieniem połowy karty tego utalentowanego reprezentanta włoskiej młodzieżówki. Juventus planuje zmniejszenie swojej kadry przed czwartkiem, kiedy to rozpocznie swoje przygotowania przedsezonowe.

źródło: football-italia.net
  1.   04 lipiec 2011
  2.   Komentarze prasowe
marchisio3Claudio Marchisio jest dla Milanu alternatywnym wyjściem w razie gdyby nie udało się im ściągnąć...
marchisio3Claudio Marchisio jest dla Milanu alternatywnym wyjściem w razie gdyby nie udało się im ściągnąć Marka Hamsika. Włoch miałby ich kosztować jedynie 20 milionów euro. Rossoneri wielokrotnie informowali, że mają zamiar wzmocnić pomoc, zwłaszcza jej lewą stronę. Głównym celem był Hamsik, jednak Napoli zażądało za swojego piłkarza 100 milionów euro i oświadczyło, że Inter miałby pierwszeństwo. Według dzisiejszego wydania Tuttosport, w związku z takim biegiem zdarzeń Milan skierował swoją uwagę na gwiazdkę Juventusu, Claudio Marchisio. Claudio jest wychowankiem Juventusu i regularnym zawodnikiem reprezentacji Włoch, jednak mówi się, że nie do końca pasuje do założeń taktycznych Antonio Conte.

źróło: football-italia.net
  1.   03 lipiec 2011
  2.   Komentarze prasowe
agueroWspaniały gol Sergio Aguero zdobyty w pierwszym meczu Copa America spowodował, że Juventus...
agueroWspaniały gol Sergio Aguero zdobyty w pierwszym meczu Copa America spowodował, że Juventus przyspieszył działania mające na celu ściągnięcie do Turynu napastnika Atletico Madryt. Od jakiegoś czasu nie jest żadną tajemnicą, że Kun Aguero jest głównym celem transferowym Bianconerich w trakcie bieżącego okna transferowego, jednak początkowa oferta wynosząca 35 milionów euro została odrzucona. W związku z zainteresowaniem Realu Madryt i możliwym wzrostem wartości gracza podczas trwającego Copa America, Juventus musi podjąć zdecydowane kroki by jak ściągnąć argentyńskiego napastnika. Media sugerują, że już we wtorek Giuseppe Marotta poleci do Madrytu ze zwiększoną ofertą, wynoszącą tym razem 40 milionów euro. Aguero jest w tej chwili priorytetem, jednak Juventus ma w odwodzie pewne alternatywy w postaci Giuseppe Rossiego i Mirko Vucinica. Gazetta dello Sport sugeruje również którzy piłkarze nie figurują już w planach Antonio Conte. Są to: Alex Manninger, Zdenek Grygera, Marco Motta, Fabio Grosso, Momo Sissoko, Tiago Mendes, Felipe Melo, Luca Toni, Vincenzo Iaquinta, Jorge Martinez, oraz Amauri.

źródło: football-italia.net
  1.   03 lipiec 2011
  2.   Komentarze prasowe
amauri9Genoa potwierdziła rozpoczęcie negocjacji z Interem w sprawie transferu Rodrigo Palacio, a jego...
amauri9Genoa potwierdziła rozpoczęcie negocjacji z Interem w sprawie transferu Rodrigo Palacio, a jego następcą w ekipie Rossoblu może zostać niechciany w Turynie Amauri. W piątek prezydent Genoi, Enrico Preziosi, ogłosił, iż rozważy sprzedaż Palacio do Nerrazurrich jedynie w przypadku, gdy w przeciwnym kierunku powędruje Goran Pandev. Jednak Sky Sport Italia twierdzi, że istnieje alternatywa - Inter mógłby zapłacić Genoi odpowiednią ilość pieniędzy, by Grifoni byli w stanie zakupić odpowiedniego następcę. Głównym kandydatem na to stanowisko jest Amauri, który spędził ostatnie sześć miesięcy na wypożyczeniu w Parmie, gdzie odzyskał formę i zasłużył swoimi występami na uznanie. Jednak jego powrót do składu Juventusu jest wątpliwy. Mówi się, że pozyskaniem Włocha o brazylijskich korzeniach jest również zainteresowana Bologna.

źródło: football-italia.net
  1.   02 lipiec 2011
  2.   Komentarze prasowe
marottaJuventus wysunął się na prowadzenie w wyścigu o Arturo Vidala w związku z tym, że Napoli...
marottaJuventus wysunął się na prowadzenie w wyścigu o Arturo Vidala w związku z tym, że Napoli postanowiło zmienić swój obiekt zainteresowania, a transfer do Bayernu Monachium został zablokowany. 24-letni pomocnik Bayeru Leverkusen bierze obecnie udział z reprezentacją Chile w Copa America. Był on wcześniej wielokrotnie łączony z Napoli, jednak prezydent Aurelio De Laurentiis powiedział jasno, że jeśli do Neapolu zawita Gohkan Inler - wówczas nie będą starali się ściągnąć Vidala. Kolejnym kandydatem do sprowadzenia utalentowanego Czilijczyka był Bayern Monachium, jednak jak się okazało dziś rano, ich oferty nie są brane pod uwagę przez Bayer Leverkusen: "Bayern mógłby zaoferować nam odpowiednią ilość pieniędzy, jednak nie kupią Vidala. Sprzedamy go tylko do zagranicznego klubu" - powiedział Rudi Voller, dyrektor Leverkusen. W związku z tym obecnie największe szanse na sprowadzenie Vidala ma Juventus, choć wspomina się o zainteresowaniu tym piłkarzem Arsenalu. Vidal jest wyceniany na około 9 milionów euro.

źródło: football-italia.net
  1.   02 lipiec 2011
  2.   Komentarze prasowe
Póki co brak artykułów
Unable to load tooltip content.